Weekend w Pieninach: Wysoka, najwyższy szczyt Pienin

W połowie drogi na Wysoką

W połowie drogi na Wysoką

Wysoka, zwana także Wysokimi Skałami (1052 m n.p.m), to najwyższy szczyt Pienin. Szczyt ten znacznie ustępuje wybitnością i widowiskowością Sokolicy lub Trzem Koronom, skromnie leżąc na uboczu pasma górskiego. Po drodze na Wysoką przemierzamy słynny Wąwóz Homole – punkt obowiązkowy każdej wycieczki w Pieniny.

Na Wysoką ze Szczawnicy można dostać się na dwa sposoby: cofnąć się wzdłuż Dunajca (szlak czerwony) i wejść na szlak niebieski lub dostać się do wsi Jaworki i ruszyć szlakiem zielonym. Wybraliśmy drugą, szybszą opcję, aby zdążyć na szczyt przed zachodem słońca. Do Jaworek pojechaliśmy w możliwie leniwy i wygodny sposób: taksówką, za 80 zł. Opcji dojazdu zresztą nie było wiele, bo po godzinie 16:00 ruch busów zamierał.

Sierpniowy upał

Wąwóz pełen legend

Jaworki to niewielka, ale zatłoczona w sezonie wieś położona u podnóża Wąwozu Homole. To także najlepszy punkt startu podboju Wysokiej. Zrobiliśmy małe zakupy w sklepie (m.in. flaszkę – dzień później miałem urodziny), ruszyliśmy.

Wąwóz Homole (szlak zielony) to nie lada atrakcja, łatwo dostępna, dlatego ruch turystyczny jest niemal zawsze duży. Wąwóz to 100-metrowe skalne, pionowe ściany, turnie skalne, które opadają do małego potoku Kamionki. Wąwóz jakiś czas temu został wyposażony w szereg sztucznych ułatwień, a właściwie został zagracony stalowymi schodami, które przy dobrym oblodzeniu są równie niebezpieczne, jak gołe skały. Znaną atrakcją, gdzie warto strzelić sobie fotkę, są skały Kamienne Księgi, które rzeźbione przez naturę przypominają stos kartek. Stara legenda mówi, że w Kamiennych Księgach zapisane są losy świata, jednak nikt nie potrafi ich odczytać. Druga legenda dotyczy samego Wąwozu – podobno są w nim ukryte liczne skarby zbójników.

Za Wąwozem Homole ruch turystyczny znacznie maleje

Baza namiotową za 5 zł

Po godzinie jesteśmy za Wąwozem Homole, odpoczywamy na uroczej polanie, cisza i spokój. Pozostała druga godzina drogi, która zamieniła się w blisko dwie z powodu postoju w bazie namiotowej “Pod Wysoką”. Super miejsce, w którym można przenocować za kilka złotych (dosłownie – nocleg kosztował 5 zł) i skorzystać z wypasionego paleniska. Obiekt jest pod skrzydłami PTTK, oferuje noclegi w namiotach 10-osobowych (tzw. namioty mamuty) lub wynajem miejsca pod własny namiot. Obozowy chciał nas poczęstować herbatą, a na miejscu przebywało kilka osób, które chyba spędzają w bazie całe wakacje 🙂

Baza namiotowa „Pod Wysoką” – tani nocleg w pięknych warunkach

Na Wysoką prowadzą polne ścieżki, a z każdym krokiem coraz rozleglejsze panoramy. Z każdej strony soczyste dywany trawy, w której aż chce się bezpańsko poleżeć.  Tuż przed wejściem do lasu, po lewej stronie, znajdują ruiny starej bacówki, która przez krótki czas funkcjonowała jako schronisko. Obecnie pozostały same mury i resztki skalnej instalacji akweduktu naziemnego, który doprowadzał wodę do bacówki.

Przyczepa bacy na polanie pod Wysoką

Przyczepa bacy na polanie pod Wysoką

Ostatni odcinek drogi na Wysoką pomaga kilkoma sztucznymi ułatwieniami (barierki).

Ostatnie, stromy metry podejścia na szczyt Wysokiej

Ostatnie, stromy metry podejścia na szczyt Wysokiej

Wysoka, zachody słońca, schroniska bez alkoholu

Około 19:00 jesteśmy na Wysokiej, kompletnie sami. Szczyt jest prosty w zdobyciu, jednak przy wymagał sporo potu. Opłaciło się, bo widoki z Wysokiej są przednie, a sam szczyt ma w sobie to “coś”, co przyciąga kolejny raz. Ponieważ Wysoka wchodzi w skład Korony Gór Polski, na szczycie jest mała skrzynka oraz odpowiednie oznaczenie o zdobyciu jednego ze szczytów KGP.

Panorama z Wysokiej

Panorama z Wysokiej

Drugi taras widokowy na Wysokiej

Drugi taras widokowy na Wysokiej

Skrzynka z pieczątką, która potwierdza zdobycie jednego ze szczytów Korony Gór Polski

Skrzynka z pieczątką, która potwierdza zdobycie jednego ze szczytów Korony Gór Polski

Po sielance zachodu słońca musieliśmy zbierać tyłki, aby wyrobić się do schroniska przed zamknięciem kuchni – nie mieliśmy za dużo jedzenia, a nocleg w schronisku w środku sezonu także nie był pewny. Niebieskim szlakiem ruszyliśmy na zachód. Według map, z Wysokiej do Schroniska pod Durbaszką jest około 40 minut marszu.

15 minut przed schroniskiem zatrzymało nas jednak coś, co było najciekawszą rzeczą, jaka spotkała mnie w tym roku w górach – wieczorny wypas owiec na polanie, na tle zachodu słońca. Rozbiliśmy się z gratami, podziwialiśmy widoki, piliśmy urodzinową wódkę.

Oto powód dłuższego postoju

Oto powód dłuższego postoju

Widok z Durbaszki (942 m n.p.m.)

Widok z Durbaszki (942 m n.p.m.)

Mała impreza urodzinowa

Mała impreza urodzinowa

Owce, zajęte koszeniem trawy, nie zwracają uwagi na człowieka

Owce, zajęte koszeniem trawy, nie zwracają uwagi na człowieka

Późnym wieczorem wpadliśmy do schroniska, przy okazji trafiając na kierownika. Kierownik najpierw wystraszył, czego my szukamy tutaj o tej godzinie, po czym miło oprowadził po schronisku, dał wojskowe maty do spania i ulokował nas w klimatycznym miejscu na poddaszu schroniska. Nie chciał pieniędzy – powiedział, że rano się rozliczymy. Przed snem zwiedziliśmy jeszcze schronisko, które choć duże i w odnowione, pachnie starymi dechami i przygodą. Co ciekawe, w obiekcie nie sprzedaje się alkoholu (w Tatrach takie miejsce by się nie uchowało tygodnia).

Na podłodze - najlepiej

Na podłodze – najlepiej

Schronisko pod Durbaszką

Schronisko pod Durbaszką

Droga prowadząca wzdłuż wyciągu narciarskiego

Droga prowadząca wzdłuż wyciągu narciarskiego

Kraina oscypkiem wędzona

Wczesnym rankiem zjedliśmy pozostałe piętki chleba, zapłaciliśmy 20 zł od głowy za nocleg i zaczęliśmy schodzić w dół. Po 20-minutach szybkiego półbiegu (byliśmy głodni) dotarliśmy do ziemi obiecanej dla każdego fana serów górskich: rasowa bacówka. Z bacą, juhasem, owczarkiem podhalańskim leżakującym przed wejściem. W bacówce zostaliśmy poczęstowani żentycą (rodzaj kefiru z owczego mleka – rzecz specyficzna), poradziliśmy po góralsku o serach (sporo bacowego hejtu na produkty z Zakopanego), kupiliśmy solidne gomółki serków. Oscypki robione tradycyjnymi metodami są inne w smaku od tych znanych z przydrożnych budek – nie są tak słone (nie leżą dniami w solance), w strukturze są bardziej kruche i słabiej pachną wędzeniem.  Swój kawałek sera zjadłem w dużej części 50 m za bacówką 🙂 

Tutaj robią się oscypki

Tutaj robią się oscypki, te najlepsze

Prawdziwe oscypki - inne od tych z Krupówek

Serki są mniej słone i słabiej wędzone od tych z Krupówek

Około 9:00 byliśmy w Szczawnicy, o 10:00 bus wiózł nas do Krakowa. Koniec wycieczki.

Podsumowanie

Realny czas przejścia przez Wąwóz Homole na Wysoką to dwie godziny, jednak w przypadku dużych “korków” na schodach w Wąwozie i na samej Wysokiej – czas ten może być dłuższy. Tradycyjnie: najlepiej zacząć wyprawę o 4:00 rano lub po 16:00 z uwzględnieniem powrotu po zmroku.

Przydatne linki

Przeczytaj także:

Jeszcze dwa zdjęcia z bacówki 🙂

Jedyne okno w bacówce, serki nie lubią słońca

Jedyne okno w bacówce, serki nie lubią słońca

Małe oscypki to cepeliada - liczą się tylko duże gomółki

Małe oscypki to cepeliada – liczą się tylko duże gomółki



Leave a Comment