Półwysep Helski rowerem

Nie znoszę upałów, a Warszawa i jej okolice – poza kajakami – nie oferują wielu miejsc pozwalających na ucieczkę od 35 stopni. Dlatego, wraz ze znajomymi, spakowałem rower i ruszyłem na weekend w stronę Bałtyku. Cel: Półwysep Helski, czyli kraina smażonej ryby, parawanów i windsurfingu. Weekendowy wypad rowerowy miał być pełną rekreacją, bez wykręcania setek kilometrów – przez dwa dni przejechaliśmy zabawne 60 km. Wizyta nad naszym morzem jest jednak zawsze super sprawą, choć nadmorskie miejscowości, mimo mijających lat, nadal są ostoją strasznych niebieskich budko-kibli, przed którymi starsze panie zbierają po 2 zł “za skorzystanie”.

Z Warszawy wyjechaliśmy kilka minut po 6:00 sezonowym połączeniem Kolei Mazowieckich o sympatycznej nazwie “Słoneczny” (45 zł bilet normalny, w cenie koszt transportu roweru). Pociąg ten, jak i cała kolej, okazała się niezapomnianą wakacyjną przygodą: brak miejsc siedzących, brak miejsc stojących, brak miejsc na rowery. Na plus: klima i czas przejazdu pociągu – udało się dotrzeć do Gdańska kilka minut po godzinie 9:00.

Pociąg „Słoneczny” – liczba miejsc – bez ograniczeń

Hel, Jurata, Jastarnia, Kuźnica

W Gdańsku zakupiliśmy bilet na rejs na Hel (40 zł bilet normalny + transport roweru na rufie – 10 zł). Rej zatoką trwa dwie godziny (choć to tylko 20 km). Po zejściu na ląd pojechaliśmy głównym deptakiem na piękną plażę wieńczącą Półwysep Helski (miejscowość Hel). Starówka Gdańska zapowiadały dzikie tłumy, jednak mimo środka sezonu wakacyjnego i zacnej pogody, nad samym Bałtykiem nie było wielu wczasowiczów,

Wizytka na Gdańskiej starówce – tłoczno i gorąco

Pokonanie półwyspu Helskiego nie jest dużym wyczynem dla przeciętnego rowerzysty – to zaledwie 30 km przyzwoicie wytyczonej trasy rowerowej, która w wygodny sposób prowadzi przez kolejne nadmorskie miejscowości: Hel, Juratę, Jastarnię, Kuźnicę, Chałupy. Opisywana ścieżka rowerowa składa się z różnych odcinków nawierzchni: od krętych żwirowych tras wiodących lasami sosnowymi, przez komfortowe nawierzchnie asfaltowe prowadzące głównie wybrzeżem Zatoki Puckiej (półwysep od strony morza jest ograniczony torami kolejowymi). Krajobrazy wschodniej części półwyspu są w dużej części zdominowane przez architekturę militarną (zarówno ruiny, jak i aktywne obiekty). Stare bunkry od strony Bałtyku są nadal dziko dostępne dla turystów. Przejazd z Helu do Kuźnic zajął niewiele ponad dwie godziny.

Jedna z ładniejszych plaż

W Kuźnicach zaczęliśmy rozglądać się za noclegami (dziewczynom zachciało się luksusów, takich jak np. prysznic). Noclegów nie było, decyzja była prosta: kimanie na plaży. Protip: tuż przy porcie w Kuźnicy jest bezpłatny kompleks pryszniców i toalet (działają od 9:00 do 19:00).

Bałtyk dzień dobry!

Bałtyk dzień dobry!

Booking na plaży

Nocleg na plażach nie jest zgodny z prawem nadmorskich rezerwatów, jednak ratownicy WOPR polecili nam kilka miejscówek do spania, włącznie z pobliskimi bunkrami. Zaznaczyli jedynie, że rozpalanie ogniska w przypadku panujących upałów może skończyć się pewnym mandatem. Poza dwoma kocami nie posiadaliśmy żadnego sprzętu biwakowego, ale daliśmy radę: zwinęliśmy się w wykopanej w piasku niecce i poszliśmy spać.

Rano ruszyliśmy w stronę Chałup. Udało się skorzystać z pryszniców w jednym z kempingów, zjedliśmy śniadanie. We Władysławowie – kolejka aut do Biedronki. Im bliżej Pucka ścieżka rowerowa zmienia się w polną drogę. W Pucku trafiliśmy do klimatycznej smażalni ryb, tuż obok portu. Dorsz, frytki, flądra w zalewie octowej – to najlepsza dieta.

Nadszedł czas powrotów – wskoczyliśmy wraz z rowerami w kolejkę do Gdyni; z Gdyni przesiadka na pociąg do Warszawy.

Wylądowałeś na blogu OnTheTrail.pl, na którym opisuję (i przy okazji fotografuję) amatorskie wycieczki, tripy, szlaki górskie.


Leave a Comment