Czego nie zabierać na weekend w góry?

40-litrowy plecak

40-litrowy plecak łatwo zapełnić po brzegi (dosłownie)

Moja przygoda z górami trwa blisko dwa lata. Przez ten czas poznałem kilka pasm górskich (przede wszystkim Tatry), nabiłem sporo kilometrów na łatwych i trudniejszych drogach, zdążyłem również nabrać pewnej wprawy w pakowaniu trekkingowego plecaka i doborze sprzętu. Pamiętam, jaki miałem na początku mętlik w głowie. Nie tylko przed pierwszym wyjściem w wyższe partie gór, ale także przed spacerami po mniej wymagających szlakach. Co zabrać? A przede wszystkim – czego nie zabierać? Pytań wiele, a forów, blogów, opinii – jeszcze więcej.

Postaram się na podstawie własnych doświadczeń przybliżyć sprawę przedmiotów, które zbędnie mogą obciążać plecak podczas krótkich, weekendowych trekkingów górskich.

Zima vs. lato

Paradoksalnie, plecak spakowany na letnie weekendowe trekkingi wcale nie jest znacznie lżejszy od wersji zimowej. Zimą zabieramy więcej ubrań, raki, czasami czekan. Latem jednak poza grubymi polarami należy zabrać ze sobą odzież na wypadek załamań pogody. Dodatkowo, w upale trzeba mieć przy sobie przynajmniej litr wody, a w przypadku skakania po graniach, na których zazwyczaj brakuje strumyków, przyda się większa butelka napoju. Dlatego waga plecaka letniego i zimowego często jest zbliżona, przez co przestrzeganie niezabierania zbędnych gratów obowiązuje podczas całego sezonu.

Jaki plecak?

Na weekend w górach powinien wystarczyć plecak 30-40 litrowy, do którego wrzucimy śpiwór, karimatę, trochę żywności, odzież, drobny sprzęt (np. nożyk czy mała apteczka), kije trekkingowe itd. Pusty 40-litrowy plecak wydaje się ogromny. Po chwili pakowania okazuje się, że to złudzenie. Taką pojemność plecaka z łatwością zapełnić, a pod koniec pakowania zaczyna się często radosne upychanie łokciem komina plecaka. Jak uniknąć takich sytuacji?

Czego NIE zabierać na weekend w góry?

Namiot. Namiotu nie warto zabierać z dwóch powodów. Po pierwsze, w Parku Narodowym nie można robić kempingu. Drugi powód to waga namiotu. Nawet najlżejsza konstrukcja sporo waży. Poza tym zazwyczaj i tak wylądujemy w schronisku, Tatry to nie Alaska – jeśli w miarę dobrze zaplanujemy trasy, na pewno uda się przenocować w pobliskim schronisku. Jeśli jednak ktoś bardzo chce zabezpieczyć się na wypadek noclegu w plenerze, lepiej zabrać ze sobą lekki tarp, który rozwiesimy na kijach trekkingowych.

Duża ilości żywności. Każdy ma inne potrzeby energetyczne, a kalorie w górach są jak najbardziej mile widziane. Łatwo tutaj jednak przegiąć i dociążyć plecy masą prowiantu, który powróci z nami do domu. Czego nie zabierać? Ciężkich puszek stalowych czy kilograma bananów. Biorąc termos na napoje trzeba pamiętać, że po opróżnieniu termosu trzeba będzie go nosić, czasami bez możliwości uzupełnienia ciepłym napojem. Więc jeśli zabierasz termos, a kawę z termosu wypijesz już na dworcu w Zakopcu, to lepiej wypić kawę w barze mieście albo w schronisku. Co więcej, jeśli podczas wycieczki planujemy postoje lub noclegi w schroniskach, to tam można zakupić zarówno pełne dania obiadowe, jak i napoje ciepłe i zimne, coś słodkiego. Pakując do plecaka wodę dobrą praktyką jest zakup dwóch mniejszych butelek i rozłożenie ich równomiernie po dwóch stronach wnętrza plecaka.

Lustrzanki, dron. Raz zabrałem lustrzankę w góry. Niestety, okazała się dość problematyczna przy amatorskich zastosowaniach. Ciężka w plecaku, jeszcze cięższa w ręku. Do tego, telefonem i tak wykonywałem dużo zdjęć. Lustrzanka nadal produkuje obrazki dużo wyższej jakości od telefonu komórkowego, posiada dużo lepszą baterię, jednak na amatorskie potrzeby, nie warto zabierać ciężkich aparatów w góry. Sprawa wygląda inaczej w przypadku pasjonatów fotografii, ale wtedy wypada zabrać ze sobą także statyw lub monopod, dobry obiektyw długoogniskowy i parę innych drobiazgów.

Laptop. Pomysł zabierania nawet najmniejszego komputera jest kiepski. Nie będzie na pewno czasu na zgrywanie zdjęć czy przeglądanie poczty, nawet w długie zimowe wieczory po zejściu ze szlaku.

Duże noże, piły, siekiery, saperki. Coś ostrego przyda się zawsze, jednak w 95% do smarowania kanapki. Dlatego odradzam ciężkie i długie finki i wszelakie myśliwskie kosy. Najlepiej sprawdzają się proste scyzoryki i plastikowe nożyki (z możliwie zabezpieczonym ostrzem). Sprawa wygląda kompletnie inaczej przy survivalowych/bushcraftowych wypadach, gdzie przyda się porządna kosa, a nawet siekiera. Trekking to jednak nie kurs budowania szałasów.

Latarka patrolowa. Oślepienie taką latarką z odległości 1 km kusi, jednak w górach bardziej przyda się prosta, lekka czołówka. Plus zapasowe baterie. Masywne latarki nie będą potrzebne.

Lornetka. Jeśli masz lornetkę, a nigdy z niej nie korzystałeś na nizinach, na pewno w górach nie zaczniesz jej używać.

Metalowe menażki, miski. Zazwyczaj duży, stalowy lub plastikowy kubek będzie wystarczający. Każda kolejna miska to waga i objętość w plecaku, a jeśli nie planujesz polowego gotowania, bez sensu zabierać ze sobą zestaw garów.

Książki. To romantyczna wizja, aby poleżeć na górskiej polanie z książką, jednak w praktyce nie będzie na to czasu. A jeśli będzie, to w schronisku, gdzie zazwyczaj są kąciki z książkami, a nawet grami planszowymi.

Duża ilość kosmetyków. Tutaj powinien być osobny wpis dla facetów i dla kobiet, ale jedno jest pewne – jak najmniej i tylko małe pojemności butelek. Latem przyda się krem z filtrem, ale na dwa dni lepiej zabrać małą tubkę. Niewłaściwie spakowana kosmetyczka może poważnie obciążyć plecy, a pomysł zabierania prostownicy warto wybić koleżance z głowy jak najszybciej.

Ręcznik. Inwestycja w średniej wielkości ręcznik z mikrofibry to około 40 zł, a taki ręcznik mało waży i po zwinięciu nie zabiera dużo miejsca. Do tego schnie w momencie. Duże ręczniki typu bawełna lub frotte to niepotrzebna waga, a przede wszystkim duża objętość w plecaku. Ręcznik nie powinien być rozmiarów plażowych – wystarczy materiał o rozmiarze 60-70 cm w dłuższym boku.

Zbędna odzież. Przede wszystkim – pakowanie ubrań warto zrobić w ostatniej chwili. Google powie dokładnie, jaka będzie pogoda, a sami zrobimy poprawkę na zmianę pogody np. nagły deszcz. Sam noszę w plecaku zawsze lekką kurtkę z membraną, nawet jeśli ma być upał. W przypadku weekendu na pewno jednak nie będą przydatne dwie pary spodni. Czasami można zabrać do schroniska dodatkową odzież, taką jak koszulkę do spania lub japonki, dzięki którym nogi mogą odpocząć od masywnych butów trekkingowych, których po dniu marszu ma się serdecznie dosyć.

   Podoba Ci się wpis? Poszukaj mnie na Facebooku lub Instagramie 😎

 

Dwie filozofie pakowania plecaka

Lista przedmiotów, których nie warto zabierać na krótkie, weekendowe trekkingi jest dużo dłuższa, jednak na początek chciałem poruszyć ogólną filozofię pakowania plecaka. Można wyznawać dwie zasady.

Pierwsza to staropolska, harcerska: kto nosi, ten się nie prosi, czyli zabieranie do plecaka większej liczby gadżetów i spokój głowy, że wszystko mamy przy sobie. Kosztem takiego podejścia mogą być przeciążone plecy i ogólne wkurwienie, że plecak na dwa dni waży 15 kg.

Drugie podejście to zasada fast & light (ultra lekki plecak), o której dużo pisze na swoim blogu Łukasz Supergan. Podróżnik, znany z długodystansowych trekkingów, przed wyprawą waży sprzęt na kuchennej wadze, pozbywa się każdego zbędnego opakowania, cięższy worek foliowy zastępuje lżejszym workiem foliowym, tani ekwipunek zastępuje droższym, lżejszym i mniej zawodnym itd. Efekt? Kilkudniowe marsze z 22-litrowym plecakiem o wadze 3550 gramów.

Na koniec chciałbym polecić recenzję książki napisaną przez Łukasza “Sztuka minimalizmu w podróży” Mike’a Clellanda. Książki jeszcze nie nabyłem, ale zrobię to niedługo i opiszę wybrane porady autora poradnika.


One comment

  1. Ze wszystkim się można zgodzić, ale zapomniałeś o jednej bardzo ważnej rzeczy. Nie należy zabierać sadła! 🙂 Wiele osób dyskutuje na FB o sprzęcie ultralight. Mierzą kubki, ważą kuchenki, zbijają każdy gram a w rzeczywistości noszą przed sobą kilka czy kilkanaście kilogramów wielkiego brzucha. To trochę zabawne, że obcinają nadmiarowe końcówki pasków z plecaków czy szlifują szpilki do namiotu a nic nie robią ze swoją nadwagą. To faktycznie jest najbardziej odczuwalne podczas górskich wędrówek obciążenie.

Leave a Comment