USA, Nevada: Las Vegas – to miasto wciąga

Vegas wita

Vegas wita

Las Vegas. Najjaśniejszy punkt na mapie turystycznej Stanów – Times Square i jego światełka ledowe mogą się schować. Przed wylotem do Vegas miasto kojarzyło się z tuzinem Elvisów na jednej ulicy, niedorzecznymi hotelami w kształcie egipskich piramid, dusznym, pustynnym klimatem. Do tego, tydzień przed moim pobytem miały miejsce zamachy na festiwalu muzycznym nieopodal hotelu Mandalay Bay. W sumie, dystans do Las Vegas miałem spory.

Jakie Las Vegas jest naprawdę? To miasto niepowtarzalne w swojej rozbuchanie dziwnej architekturze, specyficznych obyczajach, natężeniu atrakcji na jeden metr kwadratowy, kultowych miejsc znanych z filmów i seriali. Vegas to także złodziej – czasu. 

Prawdą jest, że Vegas ma trochę przaśny klimat, jednak – mimo kilku opinii – to nie tekturowe miasteczko na środku pustyni. To duża miasto, w którym stworzono idealny ekosystem mający na celu wyciągnięcie z każdego gościa dolarów, nie tylko za pomocą hazardu. Co ciekawe,  gość po wszystkim ucieszy się i wróci do Vegas ponownie. Bo w Stanach wyjazd na weekend do Vegas, aby puścić trochę kasy i zabawić się, jest ceremoniałem porównywalnym do naszych corocznych wizyt na molo w Sopocie czy Krupówkach. Wiele osób z którymi rozmawiałem, już na samo słowo “Vegas”, cieszyło się jak dziecko. Vegas to także najlepsze miejsce startowe do zwiedzania pustynnych atrakcji Nevady i Arizony, czyli: Red Rock Canyon, Zapory Hoovera, Wielkiego Kanionu, Doliny Śmierci czy Strefy 51.

Tydzień po strzałach w hotelu Mandalay Bay

Tydzień po strzałach w hotelu Mandalay Bay

Żałoba po zamachu trwała krótko.

Żałoba po zamachu trwała krótko

Od kasyna do kasyna

Vegas atakuje od razu – wychodząc z rękawa samolotu na terminal, wpadam na pierwsze maszyny do grania. Z lotniska można dojechać do hotelu za darmo autobusami podstawionymi przez dany obiekt. A hotele to kasyna. Hotele to także masa atrakcji, typu: baseny, sale koncertowe, hale sportowe, kluby nocne, centra handlowe, instalacje artystyczne czy chociażby sztuczne rzeczki z łodziami.

Ulica Las Vegas Strip – to obecnie hazardowo-hotelowe centrum Vegas, które wygrało konkurencję z tzw. Starym Vegas, gdzie historycznie wszystko się zaczęło. Wycieczka po Strip pozwoli odwiedzić najbardziej znane i luksusowe kasyna. A hotele są zaprojektowane tak, aby nie było łatwo z nich wyjść. A jeśli nawet uda się wyjść, to trafiamy do następnego hotelu (czyli kasyna). A później do kolejnego. W kasynach brakuje zegarów i okien. Czas w kasynie leci nieprawdopodobnie szybko. Wejście w południe i wyjście o 20:00? To nie był żaden problem, nawet w moim przypadku, kompletnego amatora gier karcianych i maszyn. Legendy o ludziach grających w kasynie dwa tygodnie bez przerwy mogą być jak najbardziej realne.

Las Vegas – tu jest luksusowo

Architektura miasta – to temat na osobny wpis. Miasto jest dobrym przykładem chaosu kontrolowanego przez pieniądze wtapiane w kolejne hotele. Hotele są rzeczywiście ogromne, superluksusowe, przesadnie bogate (kilka obiektów pomalowanych jest farbą z domieszką złota). Repliki znanych budowli nijak komponują się z resztą budynków, jednak w sumie wszystko tworzy unikatową panoramę. Co ciekawe, 46-metrowa replika Statuy Wolności jest ledwo o pół metra niższa od oryginału.

Enty też są. Jedna z kawiarni hotelu Bellagio.

Enty też są. Jedna z kawiarni hotelu Bellagio

Powietrze w hotelach zawiera dodatkowe dawki tlenu – tlen wspomaga samopoczucie, nie pozwala zbyt szybko upić się, a o kaca także trudniej. Każdy hotel także rozpyla zapach w klimatyzacji. Hotel w którym mieszkaliśmy (Rio All Suite Hotel and Casino, w skrócie Rio) pachniał wanilią (Tede?). Słowa zapach pieniędzy nabrało sensu.

W kasynach można palić papierosy, jednak ich zapach nie jest wyczuwalny. Ubiór w kasynie też może być byle jaki, ja spacerowałem w krótkich spodenkach. A co. Bezpłatne drinki – rzeczywiście są. Podchodzimy do maszyny, gramy parę minut, a po chwili pojawia się miła kelnerka i pyta: co do picia. Kelnerki donoszą drinki ciągle, do oporu. Mało istotne, czy wrzucisz do maszyny 5 czy 100 dolarów. Kelnerce jednocześnie dobrze dać dolara czy dwa napiwku, dzięki czemu można być pewnym szybkiej obsługi.

Stara dzielnica Las Vegas

Stara dzielnica Las Vegas

Co do pieniędzy, to ciężko w Vegas rozróżnić prawdziwie bogatych ludzi – niepozorny emeryt przy barze z pogniecionej koszuli wyjmował plik pieniędzy. Tak samo trudno rozróżnić prostytutki z dziewczynami które imprezują w hotelowych kasynach. Warto być ostrożnym, choć słowo ostrożny nie pasuje zbytnio do tego miasta.

W Las Vegas, mimo alkoholu lejącego się strumieniami, mieszanki różnych ludzi szukających różnych wrażeń, powszechnie spotykanej prostytucji – jest spokojnie i wręcz kulturalnie. Lub może inaczej: u nas już by się po mordach lali. Chodzi sporo pijanych osób i grup imprezowiczów, jednak “ostrzejsze” uliczne imprezy są w nadbałtyckim Mielnie niż w Vegas. Z braku czasu nie zaliczyłem co prawda żadnego regularnego klubu, ale może i dobrze – ceny w klubach podobno są kosmiczne, a jedynie dziewczyny dostają drinki za darmo.

Zdjęcie z Elvisem

Mafia i gangsterka – pewnie jest, ale dla przeciętnego turysty – nie jest widoczna. Tak jak opowiadał Martin Scorsese w Kasynie, wraz z latami 90. wszystkie kasyna zostały przejęte przez korporacje i inwestorów. Dlatego Bugsego na ulicy raczej nie spotkamy. Jest za to cepeliada, zwłaszcza we wspomnianym wcześniej Starym Vegas (tutaj zamiast ledów, są oldskulowe żarówki). Był Elvis (foto – 2 dolary), były automaty do gier z piosenkami Britney. Były też dziewczyny tańczące na stołach. Półnaga krupierka z którą graliśmy w ruletkę, po godzinie wstała i zaczęła tańczyć zaraz obok na podeście. Sporo krupierek jest z Europy Wschodniej – potwierdzone info.

Żetony w kasynach nazywane są “chips”. Rzadziej coins. W sklepikach można kupić repliki żetonów (za dolara) – to chyba najlepsza pamiątka z Vegas. Ciężej jest zabrać z kasyna oryginalnego chipsa – trzeba je upychać po kryjomu po kieszeniach, nawet jeśli są to nasze już wygrane żetony. Nie można z kasyn wynosić od tak żetonów. Dlaczego? Nie wiem. 

A słynne śluby na każdym rogu? Nie, nie ma ich aż tylu. Widziałem może jeden ślub na ulicy, pewno sporo było też w hotelowych kapliczkach. Swoją drogą, powodem ślubów w Vegas nie jest wyłącznie alkohol/narkotyki, a liberalne prawo stanu Nevada, które pozwala na łatwiejszy (szybszy) ślub i rozwód. 

W Vegas spaliśmy cztery dni, jednak dwa dni  spędziliśmy na zwiedzaniu pustyni, Wielkiego Kanionu, Zapory Hoovera. Dwa dni na Vegas to zdecydowanie za mało, jednak wystarczająco, aby poczuć klimat miasta, przegrać trochę pieniędzy, wypić kilka (kilkadziesiąt) drinków, zwiedzić kasyna i hotele, pobiegać nocą po ulicach. Faktem jest, ze to miasto może się nie podobać – jest specyficzne. Na pewno jednak warto je zobaczyć, bo w Europie tego nie ma  i pewnie nigdy nie będzie.

Zobacz pozostałe wpisy o Stanach Zjednoczonych



Cześć! Jesteś na blogu OnTheTrail.pl na którym opisuję (i przy okazji fotografuję) amatorskie wycieczki, tripy, szlaki górskie, dalsze podróże. Więcej o autorze. 

Leave a Comment