Długi weekend w północnych Włoszech nad jeziorem Garda

Lago di Garda

Jezioro Garda chodziło po głowie od dłuższego czasu. Północne Włochy to śródziemnomorska soczysta zieleń na tle Dolomitów. Lago di Garda jest zwieńczeniem tych niesamowitych krajobrazów. I rzeczywiście – miejsce jest warte odwiedzenia, nawet na weekend.

Plusem wycieczki nad Gardę jest także łatwość dotarcia do prowincji z Polski. Lotnisko Bergamo jest obsługiwane przez tanich przewoźników (Wizzair, Ryanair). Z Warszawy można zakupić bilet w dobrych terminach za małe pieniądze, nawet bez korzystania z promocji czy sezonowych okazji. Nic, tylko lecieć.

Garda to największe i najgłębsze jezioro Włoch (maksymalna głębokość: 350 metrów). Prowincja, w której leży jezioro, posiada ciekawą historię: tereny te zamieszkiwali kiedyś Rzymianie. 100 lat temu rządziła tu Austria. Wpływy tego kraju są odczuwalne obecnie: region jest mekką turystów w mercedesach, a trawniki są skrojone pod linijkę.

Peschiera del Garda

Peschiera del Garda

Kurorty otaczające jezioro są gwarne, jednak nasycenie turystów na metr kwadratowy pozytywnie zaskakuje. Porównując do naszego Bałtyku w sezonie, można nawet zaryzykować, że czasami jest pusto. Znalezienie niezaludnionych odcinków plaż nie stanowi żadnego problemu, zwłaszcza w południowej części jeziora. Warto też pamiętać, że w lipcu urlopy zaczynają Włosi, którzy lubią wypoczywać lokalnie. Wtedy może być już tłoczno.

Klimat panujący nad jeziorem w czerwcu jest bliski ideałowi wakacyjnych podróży. Były upały i palące słońce, jednak dzięki bryzie znad jeziora, mogliśmy bez problemów przespacerować około 70 km.

W kierunku Sirmione

W kierunku Sirmione

Poranek nad Gardą

Poranek nad Gardą

Do Włoch dostaliśmy się samolotem linii Ryanair, lądując na lotnisku Orio al Serio w mieście Bergamo. Lotnisko posiada dobre połączenia autobusowe z centrum miasta, gdzie dalej można zmienić transport na kolej, która dowozi w ciągu niecałych dwóch godzin niemal nad samo jezioro. My  wysiedliśmy w miejscowości Peschiera del Garda, skąd było 600m do jeziora.

  • Z lotniska do centrum Bergamo dojeżdża autobus linii nr 1. Koszt przejazdu to 2,3 euro (bilet jednorazowy).
  • Nad jezioro Garda najlepiej dojechać koleją. Koszt przejazdu to około 8 euro. Pociągi kursują co godzinę, a bilet można zakupić w automacie na dworcu.

Okolice jeziora posiadają przyzwoitą sieć połączeń autobusowych. Dojazd do każdego większego kurortu nie stanowi problemu (kursy średnio co godzinę). Alternatywą dla autobusów są promy, które przecinają jezioro według połączeń z kurortami. Tak pokonałem drogę pomiędzy Sirmione a miejscowością Garda. Koszt rejsu to 10 euro, a bilet można zakupić tuż przy przystani. Co ciekawe, prom był praktycznie pusty.

Garda posiada dobre połączenia promowe

Szybka sesja :)

Szybka sesja 🙂

Poranna kąpiel

Poranna kąpiel

Rzymskie budowle w Sirmione

Rzymskie budowle w Sirmione

Sam przejazd autem drogami wokół jeziora jest duża atrakcją: wąskie drogi krajowe  SS45bis, SS249/SR249 ciągną się krętymi brzegami, często w tunelach wyżłobionych się w skarpach. Widoki zacne i trochę emocji – droga jest ciasna, a ruch spory.

Gdzie byliśmy?

  1. Peschiera del Garda – miasteczko na południu jeziora, będące także miejscem postoju pociągu z Bergamo. Po podróży polecam kąpiel w pobliskim małym porcie. Tam także rozciąłem sobie nogę o skalę – warto uważać :-). Dojście ze stacji kolejowej do jeziora to 10 minut marszu. W miasteczku są małe sklepiki, w których można kupić jedzenie, wino.
  2. Sirmione – punkt obowiązkowy na mapie zwiedzania jeziora, w tym mieście także najbardziej czuć klimat bogatego kurortu. Atrakcją są pozostałości rzymskich budowli oraz port, a przede wszystkim samo położenie miasteczka, które znajduje się na półwyspie.
  3. Garda (miasteczko, nie jezioro) – tutaj dostaliśmy się promem prosto z Sirmione. W Gardzie zaczęliśmy rozglądać się za noclegiem. Duża liczba wypasionych kempingów, my wylądowaliśmy w śpiworach na plaży.
  4. Riva del Garda – punkt kulminacyjny wyprawy, czyli najbardziej pocztówkowe widoki. Regularne góry, sporo turystów, super wakacyjny klimat miasta. Tutaj też można było usłyszeć pierwsze “ą”, “ę” i “kur**” – pojawili się Polacy 🙂
  5. Arco – miejscowość i gmina w prowincji Trydent, do której doszliśmy z buta z Riva del Garda. Polecam taki spacer – lokalne klimaty, winnice, cisza. W Arco też nocowaliśmy. Ta miejscowość jest zagłębiem górskich wypraw, choć jezioro Garda jest niemal w zasięgu wzroku.

Riva del Garda – tego kadru nie mogło zabraknąć 😉

Riva del Garda

Riva del Garda

Noclegi

Założeniem wycieczki były noclegi w plenerze. Skończyło się na dwóch nocach na plaży oraz dwóch apartamentach zaklepanych na Booking.com.  

W Bergamo, zaraz po przylocie z Warszawy, spaliśmy w miłym apartamencie o typowo włoskiej nazwie Green Bed Bergamo, niedaleko stacji kolejowej. Mimo sporej imprezy, podczas której zmiksowaliśmy łiski z cytrynówką, nikt nas nie wyrzucił. Booking oferował proste śniadanie z włoską kawą i olbrzymi taras. 50 metrów od  apartamentu Green Bed Bergamo znajduje się lokalna restauracja Charlot, z bardzo dobrym jedzeniem i winem.

Riva del Garda – trawiaste plaże

Ostatni nocleg pod dachem zaliczyliśmy nad północną częścią jeziora Garda, w miejscowości Acro (Arco Bed And Camping). Wolnostojący dom pomiędzy Dolomitami i winnicami, basen pod gołym niebem, wysoki standard w pokojach – booking wart każdej ceny, choć nie zapłaciliśmy dużo dzięki ofercie last minute (120 euro za 4 osoby).

Miasteczko Garda

Miasteczko Garda

Dwie noce spędziliśmy pod gołym niebem. We Włoszech jest zakaz takiego biwakowania. Spaliśmy na kamienistych plażach i trawnikach przy brzegach jeziora. Poza drobnymi przygodami, jak mrówki w śpiworze, spanie w plenerze było dobrym wyborem – do późnej nocy bawiliśmy się przy plaży, a rano po kąpieli w jeziorze i śniadaniu startowaliśmy w dalszą drogę.

Noce były niby ciepłe, choć zabranie zimowego śpiwora nie było błędem – około 5 rano wiało i nie było już tak miło.

Nocowanie na plaży - dzień dobry :)

Nocowanie na plaży – dzień dobry 🙂

Jedzenie

Bez ambicji celowaliśmy głównie w klasykę, czyli pizzę, owoce morza, wina, domowe makarony. Niemal wszystko było super – włoska kuchnia dla polskiego podniebienia nadal bije na głowę tę hiszpańską czy portugalską. Ceny w resto są całkiem przyzwoite. Koszt dobrej pizzy to około 6-10 euro, czyli tyle samo (albo mniej) niż placka we włoskiej knajpie w Warszawie. Warto zamawiać domowe makarony, które zazwyczaj są specjalnie wyróżnione w menu. Do tego masa smakowych oliw i całe słoiki parmezanu.

Spaghetti Frutti di Mare

Wstyd, ale jedliśmy też kebab. Z braku braku innych opcji kulinarnych oczywiście. Kebab był bardzo dobry i zbliżony do tych berlińskich.

Arco - poranek przy basenie, na bogato

Arco – poranek przy basenie, na bogato

Czego nie udało się zobaczyć?

Długi weekend to za mało, aby przeżyć wszystkie atrakcje regionu. Lista możliwych opcji spędzania czasu jest długa: kolejka górska na szczyt Monte Baldo, sporty wodne, lokalne winnice, dla leni leżakowanie na ładnych kamienistych plażach, zwiedzanie licznych miasteczek, portów, zabytków. Dolomity otaczające północną część jeziora to osobna historia: region ten słynie z via ferrat, dużej liczby szlaków pieszych i rowerowych. Niestety, nie wystarczyło czasu, choć to na pewno to temat na kolejną wyprawę.

Górska miejscowość Arco

Na koniec

  • Liczba backpakerów nad jeziorem była bardzo mała – spotkaliśmy 2-3 zbłądzone osoby z pleckami. Jezioro Garda to jednak głównie kempingi.
  • Starsi Włosi mówią po włosku, nawet jeśli rozmawiamy z nimi po angielsku. To wesołe przeżycie. Ale i tak można się z każdym dogadać.
  • Sjesta – rzecz o której każdy wie, ale i tak przy wizycie w cieplejszych krajach wywołuje rodzaj zaskoczenia. Knajpy, sklepy, kasy biletowe są często zamykane w okolicach południa. Później otwierane są ponownie w godzinach 15:00 – 18:00.
  • Bankomat, płatności kartą, sklep nocny czy spożywczy – jest tego niewiele lub wcale. Warto mieć przy sobie gotówkę, a zakupy robić w sensownych porach.
  • Lokalne produkty – w sklepach, barach jest ich sporo, jednak rzadko są sprzedawane na ulicy od “miejscowych”. A szkoda.
  • Nad jeziorem znajduje się miejscowość Salo, znana z filmu “Salo, czyli 120 dni Sodomy” Paolo Pasoliniego. Film nie był co prawda tam kręcony, jednak opowiada historię dziejącą się w tym miasteczku. Filmu może nie warto oglądać przed wyjazdem ;-).
  • Plaże są kamieniste, podobnie jak dno jeziora. Odpowiednie gumowe obuwie rozwiąże ten problem, chociaż w lokalnych sklepach nie widziałem możliwości jego zakupu. Najlepiej zabrać z kraju. Tutaj polecam buty piankowe, a nie gumowe, które potrafią zerwać paznokcie.
  • Bergamo jest bardzo klimatycznym miastem, które często niesłusznie jest opisywane wyłącznie w kontekście taniego lotniska obsługującego Mediolan. Wycieczka do Bergamo może sama w sobie stanowić target wyjazdu weekendowego – Stare Miasto, wąskotorowa kolejka na szczyt, gaje oliwne, panorama na góry, dużo małych, krętych uliczek.
Winnica w Arco

Winnica w Arco

Przydatne linki


Leave a Comment